Filomaci starzy

Zaszczepiać między polską młodzież uczucia czystej moralności, utrzymywać w niej zamiłowanie rzeczy ojczystych, obudzać chęć do nauk, wspierać w trudnym doskonalenia się umysłowego zawodzie przez udzielanie wszelkiej wzajemnej pomocy, silniej wzmacniać zbawienny związek, jednostajnością wieku i wychowania poczęty, zmagać w miarę sił narodową oświatę i tym sposobem pracować na dobro i pomyślność kraju – celem jest Towarzystwa Filomatycznego.

Ustawy Towarzystwa Filomatycznego Wileńskiego przyjęte 25 czerwca/7 lipca 1819


Dzieła

Ustawy Towarzystwa Filomatycznego Wileńskiego przyjęte 25 czerwca/7 lipca 1819

Onufry Pietraszkiewicz, Przemowa w imieniu Wydziału II na posiedzeniu powszechnym 14/26 września 1818

Lucjan Ejsmond, Myśli o Filaretach czytane w Związku Przyjaciół 20 lutego/4 marca 1821 

Józef Jeżowski, Piętnaście prawideł postępowania dla młodzi należącej do Zgromadzenia Przyjaciół Pożytecznej Zabawy,
uchwalonych na majówce 17 maja 1820 roku w Wilnie

Adam Mickiewicz, Do Joachima Lelewela

Adam Mickiewicz, Improwizacja z powodu wysłania filaretów…

Adam Mickiewicz, Oda do młodości

Adam Mickiewicz, Pieśń filaretów

Adam Mickiewicz, Hej, radością oczy błysną 

Adam Mickiewicz, Zima miejska

 


 

Ustawy Towarzystwa Filomat ycznego Wileńskiego przyjęte 25 czerwca /7 lipca 1819

1. Zaszczepiać między polską młodzież uczucia czystej moralności, utrzymywać w niej zamiłowanie rzeczy ojczystych, obudzać chęć do nauk, wspierać w trudnym doskonalenia się umysłowego zawodzie przez udzielanie wszelkiej wzajemnej pomocy, silniej wzmacniać zbawienny związek, jednostajnością wieku i wychowania poczęty, zmagać w miarę sił narodową oświatę i tym sposobem pracować na dobro i pomyślność kraju – celem jest Towarzystwa Filomatycznego.

6. Szczerość przyjacielska, otwartość, zgoda, rzetelna chęć pożytku, upatrywanie własnego dobra jedynie w pomyślności ogółu są zasadą, na której byt i trwałość Towarzystwo opiera.

7. Ponieważ otwarte, zgodne, w jednym celu kierowane myśli, uczucia i sprawy Towarzystwa jemu tylko samemu właściwe być mogą, jako jego prawami zakreślone, zwyczajem ustalone, stąd wynoszenie zewnątrz Towarzystwa czynności, z jednej strony, mogłoby ściągnąć fałszywe tych czynności tłumaczenie, a z drugiej – wielce naganną zaszczepiałoby gadatliwości wadę; przetoż członkowie byt i wszystkie czynności Towarzystwa w tajemnicy utrzymywać mają.

8. Ani wiek, ani honory, ani bogactwo, ani talenta, równości w Towarzystwie znosić i od obowiązków prawami przepisanych uwalniać nie mogą.

11. Gdy osiągniecie celu Towarzystwa nie zawsze łatwe być może bez zażycia zewnętrznej pomocy, przetoż ku ich opatrzeniu zakładane będą różne doczesne związki, którymi Towarzystwo za pośrednictwem Rządu będzie kierowało.

12. Ktokolwiek z nauki i postępowania okaże się odpowiednim celowi Towarzystwa, na członka Towarzystwa może być wybrany.

50. Każdy członek winien jest w przeciągu trzech miesięcy wypracować pismo jedno, oryginalne lub tłumaczone, wierszem lub prozą, w rodzaju bądź poważnym i uczonym, bądź wesołym i do zabawy służącym, które też do wydziału, w jakim członek zostaje, stosowanym być powinno.

61. Oprócz wymienionych pism szczegółowych każdy członek obowiązany dla siebie wybrać przedmiot, który by ciągłe jego stanowił zatrudnienie, do czego i przekład dzieł obcych służyć może, wybór takowy do zatwierdzenia wydziałowi przedstawi i ciąg swojej pracy co miesiąc w ilości najmniej dwóch arkuszy naczelnikowi okazywać będzie.

62. Przedmiot takowego zatrudnienia jeden może być wspólny kilku członkom, to jest, na jedno wybrane dzieło kilku wspólnie pracować może. Dla tej przyczyny, jako też, że dzieło takowe w części się staje własnością Towarzystwa, przedmiot ciągłego zatrudnienia inaczej się robotą powszechną nazywa.

69. Każdy członek obowiązany jest co trzy miesiące podawać noty kwalifikacyjne, to jest wiadomość, jakie jego  było w tym czasie zatrudnienie, jak daleko w swoim naukowym przedmiocie postąpił, jakich używa pomocy i jakich potrzebować może, co godniejszego uwagi i pamięci wyczytał, sam wynalazł, lub też usłyszał, czy nie zmienił swego położenia, nie powziął nowych na dalsze życie widoków i jakich do ich uskutecznienia potrzebować może pomocy.

70. Każdy członek obowiązany jest co miesiąc podawać uzbierane przez siebie, w jakimkolwiek względzie innych członków obchodzić mogące wiadomości, co stanowić będzie osobny oddział pracy pod tytułem: wiadomości naukowe.

99. Posiedzenia naukowe zwyczajne odbywają się ciągle co dwa tygodnie; nadzwyczajne w potrzebie naczelnik zwołać może.

100. Na posiedzeniach naukowych czytane są pisma szczegółowe i ich recenzje, przyjmowanie tychże pism i recenzji, zatwierdza się wybór robót powszechnych, tychże robót czytają się i przyjmują się recenzje: czynią się rozporządzenia względem wiadomości naukowych: sądzą się wykroczenia członków w obowiązkach naukowych i porządkowych.


Onufry Pietraszkiewicz

Przemowa w imieniu Wydziału II na posiedzeniu powszechnym
14/26 września 1818

Bracia, rozmaitość przedmiotów rozróżni prace nasze, ale serca nigdy się z tego podziału nie zapalą duchem rozdwojenia. Jeżeli chcemy podnieść działania i skuteczny im nadać kierunek, podajmy przyjazne dłonie, nie odmawiajmy wspólnej pomocy, a skutek pomyślny uwieńczy nasze poświęcenie się. Nieraz dwie wiotkie brzozy, miotane wichrem, nawzajem się wspierając o siebie, wyszły nieuszkodzone z burzy, kiedy silne dęby, stawiając się po osobno, zasłały równinę.


Lucjan Ejsmond

Myśli o Filaretach czytane w Związku Przyjaciół 20 lutego/4 marca 1821

Każde Towarzystwo ma pewne zamiary i główny cel, do którego czynności swoje kieruje. My za ten przedmiot naukę obieramy. Cel ten, tak wielki, godny jest wielkości człowieka, godny, aby dla niego poświęcić pracę i siły. Cóż bowiem jest wyższego nad mądrość, ten najdoskonalszy twór przyrodzenia? Nauka jest przedsionkiem do tej świątyni. Ktokolwiek jej nabędzie, temu się z łatwością otworzą podwoje tego gmachu; a ktokolwiek tam wejdzie, już jest na szczycie swego szczęścia.

Droga wiodąca do tego szczęścia jest wąską stecką, cierniem i głogiem pokrytą. Praca jest jedynym przewodnikiem, za pośrednictwem której dojść można do końca przykrej podróży, i dlatego bardzo mała cząstka ludzi została wprowadzona do samej świątyni. Jakkolwiek nabycie nauki jest trudnym, w pracy jednakże ustawać nie trzeba, bo chociaż nie każdy dojdzie końca tej drogi, zawsze jednakże jest lepiej być przynajmniej u jej środka niż u początku. Tę prawdę mając w pamięci, za drugi cel pracę obrać winniśmy. Lecz ta praca we względzie naukowym sama z siebie nic albo przynajmniej mało bardzo zdziałać jest w stanie i, aby korzystnie obracaną była, pomocy i wsparcia potrzebuje. Stąd wzajemna pomoc powinna być także jednym z głównych celów Zgromadzenia naszego.

Niezawodną jest rzeczą, że przymus nie podoba się człowiekowi, i pewna jest, że każdy człowiek nie z taką chęcią pracuje koło rzeczy, jeśli ta jest mu przez drugiego koniecznie naznaczoną, aniżeli wtedy, gdy sam sobie czynność obiera, lub jeśli jest skłoniony przez namowy przyjaciela, nie zaś przez nakaz wyższego od siebie. Prawdziwego przyjaciela rady nieraz odwodzą od złych postępków i wracają człeka społeczności, dla której już miał być straconym. (…) Przyjaźń jest dobroczynnym darem nieba, a stąd jakże byśmy o niej zapominać mogli! Zachowanie prawdziwej przyjaźni powinno być głównym naszym przedmiotem i istotnym celem Towarzystwa.


Józef Jeżowski

Piętnaście prawideł postępowania dla młodzi
należącej do Zgromadzenia Przyjaciół Pożytecznej Zabawy,
uchwalonych na majówce 17 maja 1820 roku w Wilnie.

I   Każdego poranka, zaraz po ocknieniu się ze snu, powiedz do siebie: „Młody jestem, a więc mam jeszcze porę do nabycia nauki, cnoty, do zabawy, a stąd do zapewnienia sobie szczęścia. Ale czas szybko i bez powrotu ubiega, nuż tedy co prędzej na to wszystko dobro moje pracować”.

II   Chceszże posiąść naukę, popracuj najpierw nad odkryciem twoich niewiadomości. Gdy zaś poznasz, czego i jak wiele nie umiesz, czego i jak wiele chciałbyś się nauczyć i czego nieuchronnie od twojej nauki potrzebujesz, natenczas bądź przekonany, że uczyniłeś pierwszy, lecz wielki krok na drodze doskonalenia twojego umysłu.

III  Staraj sie nabywać nauki z gruntownością stosowną do sił twoich i powołania. W tym zamiarze ułóż plan doskonalenia się twojego, abyś wiedział, gdzie jest początek, gdzie środek, gdzie granice twojej nauki. Bez takiego planu nie nadasz pracy twojej pożytku, tak nieuchronnie w całym życiu potrzebnego; bez porządku nie nabędziesz w nauce gruntowności, a bez tej, bądź przekonany, że nauka twoja stać się może szkodliwą.

IV   Nie nazywaj nauką wiadomości usłyszanych z ust obcych albo wyczytanych z książki, lecz staraj się nadto sam nad wszystkim, co widzisz, słyszysz i pojmujesz, ciekawie i rozumnie zastanawiać sie i myśleć, aby nabywanie wiadomości przerabiały sie w istotny pożytek i własność twojego umysłu, podobnie jako pokarm użyty i przetrawiony zamienia się w posiłek, krew i właściwe części twojego ciała.

V   Nie uwielbiaj rodzaju twojej nauki lub powołania nad inne rodzaje powołania i nauk, ponieważ każda, w sobie uważana, jest równie użyteczna, potrzebna i godna człowieka. Uprzedzenie takowe, mające źródło w miłości własnej, może łatwo wprowadzić duszę w przesąd, zagorzałość, a następnie w pewny fanatyzm, którego straszne są skutki.

VI   Im skromniejszy coraz będziesz się stawał w twoich rozmowach, opiniach, zdaniach, tym większego coraz postępu w doskonaleniu sie twoim będziesz miał dowody. Jeżeliby za ś w jakiej twojej sprawie przebiła się pycha lub wysokie o sobie porozumienie, natenczas uderz się w pierś i zawołaj: „Zgubiony jestem”. Bież co rychlej do umiarkowańszego od siebie, użyj jego radcy albo innych sposobów do odkrycia twoich niedoskonałości.

VII   Chcesz być cnotliwym, zapatruj się na sprawy wielkich cnotami ludzi, ażebyś usposobił się czuć szlachetnie. Gdy zaś uczujesz przywiązanie do ziemi ojczystej, skłonność do przyjaźni z towarzyszami swego wieku i powołania, miłość bliźniego i troskliwość o samego siebie, natenczas możesz być przeświadczony, że uczyniłeś pierwszy, ale wielki krok na drodze doskonalenia twojego serca.

VIII   Przywiązanie do ziemi ojczystej zależy na tym, ażebyś życzył dobrze ziomkom każdej klasy i całemu narodowi w ogólności, ażebyś zachowywał zbawienne ojców obyczaje, kochał mowę rodowitą i jej się uczył, rozpamiętywał cnoty i dzieła przodków i te stosownie do sił twoich i powołania starał się naśladować.

IX  Słodkich owoców przyjaźni z twoimi towarzyszami możesz być pewny, jeżeli stłumisz w sobie do szczętu samolubstwo, zazdrość, jeżeli będziesz szacował chwalebne postępki towarzyszów, będziesz szczery i otwarty, bez żadnej urazy będziesz słuchał wad swoich i z pociechą przyjmował rady i przestrogi.

X   Miłości bliźniego pokażesz dowody, jeżeli będziesz umiał litować sie nad cierpieniem drugich, bez względu na ród, stan, opinię, wiek i płeć cierpiącego spółczłowieka.

XI   Troskliwość o samego siebie zakładaj na tym, ażebyś wszelkimi siłami doskonalił umysł i serce tudzież utrzymywał w czerstwości zdrowie, chroniąc się gnuśności i rozpusty.

XII   Im łagodniejszy coraz będziesz się stawał i prostszy w pożyciu z drugimi, tym większego postępu w moralności będziesz miał dowody. Jeżeli kto naruszy twoja łagodność, bądź spokojny; jeśli cię dotkliwiej obrazi, przebacz mu; jeśli natrętnik dalej sie uniesie, ulituj się jeszcze nad jego nierozsądkiem i proś go, aby cię wyzwolił ze swojej napaści; jeśli i tym sposobem nie ustanie w złośliwości, przebacz mu jeszcze i proś go jeszcze, i nie używaj gwałtownego odporu, chyba w przypadku niebezpieczeństwa.

XIII   Nie nazywaj próżnowania zabawą, bo są różne od siebie i wcale przeciwnych skutków. Zabawa twoja zależy jedynie na krzepieniu sił ciała i rozweselaniu umysłu, strudzonego nauką.

XIV    Chceszże być szczęśliwym, nie obieraj stanu, aż póki nie dopełnisz każdego, choć w części, z podanych tu prawideł, te albowiem wyjaśnią ci dokładnie twoją skłonność i przeznaczenie. A jeśliś obrał już powołanie, tedy staraj się według sił twoich wyłożonym tu sposobem poświęcać sie nauce, cnocie, zabawie.

XV   Każdego wieczora, biorąc się do spoczynku, rozważ piętnaście tych prawideł, zdając ściśle przed sobą samym sprawę z tego dobra, któregoś w ciągu dnia dostąpił, albo z zawad, którycheś doświadczył, ażebyś wiedział, jak nazajutrz masz podobnych zawad uniknąć i  być większego dobra pewniejszym.


Adam Mickiewicz

Do Joachima Lelewela

O, długo modłom naszym będący na celu,

Znowuż do nas koronny znidziesz LELEWELU! I znowu cię obstąpią pobratymcze tłumy, Abyś naprawiał serca, objaśniał rozumy. Nie ten, co wielkość całą gruntuje w dowcipie, Rad tylko, że swe imię szeroko rozsypie . I że barki księgarzom swymi pismy zgarbi: Nie taki ziomków serca na wieczność zaskarbi; Ale kto i wyższością sławy innych zaćmi, I sercem spółrodaka żyje między braćmi. LELEWELU, w oboim jak ci zrównać blasku? Szczęśliwyś i w przyjaciół, i w prawd wynalazku. Oto nad wiek młodziana przerosłeś niewiele, Tobie mędrszemu siwe zajrzą Matuzele; Imię twoje wybiegło za Chrobrego szranki, Między teutońskie sędzie i bystrzejsze Franki; A jak mocno w litewskim uwielbianyś gronie, Publicznie usta nasze wyznają i dłonie. Już długo z sal uczonych wracało na sucho Łakome, a przez ciebie znarowione ucho; Zacznij słynąc cudami dla uczniów natłoku, Coś je tylekroć sprawił w onegdajszym roku, Gdy twoim czarodziejskim użyciem sposobów Greckie i Rzymian cienie ruszałeś spod grobów. Wstają z martwych, przechodzą na prawdy zwierciadła. Od czoła ich Plutona przyłbica odpadła I żelazne na piersiach łamią się pokrycia, W których myśli i chęci taili za życia. Oto mędrzec Fedona, to Persów zabierca: Patrzym w bezdenność myśli, w labirynt ich serca. Tam iskra światła, ówdzie nasiona potęgi, Gdy je zdarzeń pomyślnych wzmaga oddech tęgi, Iskra łunę roznieca, z nasionek wylęga Olbrzym dosięgający brzegów ziemiokręga. Tak dzielne genijusze panują nad światem; Teraźniejszość upada przed ich majestatem; Stworzenia, które kiedyś wyda przyszłość mętna, Niosą kolor ich blasku lub ich razów piętna. Ale równa jest wielkość, czy to światu władać, Czy skutki wielkiej władzy nad światem wybadać. Nieraz miasto w podziemną rozpadlinę gruchnie, Słońce kirem zachodzi, woda płomień buchnie; Nadarzeń się takowych mnogie żyją świadki, Przecież ich źródła dociec umie arcyrzadki; A na podobnej liczbie jeszcze gorzej zbywa, Co by, różnego wątek spajając ogniwa, Potrafili wybadać za rozsądku wodzą: Jak się z przyczyny wspólnej różne skutki rodzą, Jak podziemny wypadek morzem zakołata I niebieskiego sprawi zaburzenie świata. Z mniejszości postępujmy ustawnie do góry, Z martwej, przejdźmy w krainę żyjącej natury. Kędy ludzkość jest światem, żywiołami duchy, Jak śledzić przyczyn, związać następów łańcuchy? Tu zaćmi nieskończona różność widowiska, Tu po obcych świadectwach droga myśli śliska, A bóstwo Prawdy, skąpiąc nagiego promienia, Pełni swojej nie raczy ukazać spod cienia. Bo jej trudno dostrzeże, choć kto oczy wlepi; Od dzieciństwa jesteśmy długo na nię ślepi. Skoro zaczniem przezierać, że nie dosyć bystrze, Podejmują się obcy nam usłużyć mistrze; I szkła swojej roboty wsadzają na oko, Przez które widać szerzej i więcej głęboko. Ale jaką im barwę dał mistrz wynalazku, W takim wszystkie przedmioty okazują blasku. Stąd cudze malowidła, własne wzroku skazy, Omyłką na zewnętrzne przenosim obrazy. Człowieku, sługo wieczny! bo nie tylko zmysły, Ale i sądy twoje od drugich zawisły. Pierś dziecinną ojcowskie napełniają czucia, Gdyś młody, uciskają zwyczajów okucia. Nieraz myślisz, że zdanie urodziłeś z siebie, A ono jest wyssane w macierzystym chlebie; Albo nim nauczyciel poił ucho twoje, Zawżdy część własnej duszy mieszając w napoje. A tak, gdzie się obrócisz, z każdej wydasz stopy, Żeś znad Niemna, żeś Polak, mieszkaniec Europy.
A słońce Prawdy wschodu nie zna i zachodu, Równie chętne każdego plemionom narodu, I dzień lubiące każdej rozszerzać ojczyźnie, Wszystkie ziemie i ludy poczyta za bliźnie. Stąd, kto się w przenajświętszych licach jej zacieka, Musi sobie zostawić czystą treść człowieka, Zedrzeć wszystko, co obcej winien jest przysłudze, Własności okoliczne i posagi cudze. Ku takim pracom niebo dziejopisa woła. Odważają się liczni, ale któż wydoła? Tylko sam, komu rzadkim nadało się cudem Złączyć natchnienie boskie z ziemianina trudem, Nad burzę namiętności, interesu sieci, Z pomroków ducha czasu nad gwiazdy wyleci; Uważa, skąd dla ludów przyszła ryknie burza, Albo się pod otchłanie przeszłości zanurza; Grzebiąc zapadłe wieków odległych ciemnoty, Wykopuje z nich prawdy kruszec szczerozłoty. LELEWELU! rzetelną każdy chlubę wyzna, Ze ciebie takim polska wydała ojczyzna. Na świętym dziejopisa jaśniejąc urzędzie, Wskazujesz nam, co było, co jest i co będzie. Pierwszy towarzyskiego widzim obraz stanu Od łożyska Eufratu po wieże Libanu. Na równiach nie dzielonych żadnymi przegrody: Tam naprzód w wielkie ciało zrosły się narody; Zaraz na karku onych ciemięzcy usiedli, Miasta wałem, a ludy łańcuchem obwiedli. Ówdzie między wysepki i morskie rękawy Drobny Greczyn urządzał pospolite sprawy, Ruchem do mirmidońskich podobny zwierzątek, Od których słusznie mniemał wyciągać początek. W cudzych osiada miastach, lecz je sam bogaci, Przychodnim bogom swojskie nadaje postaci; Dla nieznanych cór nieba pierwszy w jego rodzie Wystawiono Piękności kościół i Swobodzie. Tych natchnieniem Helenin gdy piersi zagrzewał, Walczył, rozprawiał, kochał, nauczał i śpiewał. Lecz już medańska szabla okrąża dokoła, Bałwanowi wschodniemu świat uchylił czoła, Trzaskiem samowładnego napędzona bicza Wali się od Kaukazu zgraja niewolnicza. Kserkses ludy podeptał, miasta porozwalał, Morza flotą zahaczył, lądy tłumem zalał; Wtem z małej chmurki greckiej gdy pioruny padną, Rozprysnęły się tłumy, floty poszły na dno. Zgubnego Europejczyk umknąwszy rozgromu, Poszedł Azyjanina nękać w jego domu, A na perskie węzgłowia upuściwszy skronie, Drzemał i na bok rzucił ordzewiałe bronie. Tak swobodnie sennego zabrali w łańcuchy, Wilcze Romula plemię, italskie pastuchy. Kłótliwi przez własne wyuczeni zwady, Jak gwałtem lub chytroscią wyniszczać sąsiady, Ustawni napastnicy, we chwilach pokoju Ramiona do nowego krzepili rozboju; Albo darli się z sobą, wtenczas tylko w zgodzie, Kiedy społem o cudzej przemyślali szkodzie. Lecz skoro zapaśnikom przeciwnych nie stało, Z otyłości próżniackiej coraz słabnie ciało. Rzym pastwi się nad światem, a tyran nad Rzymem, Świat rzymski obumarłym staje się olbrzymem. Któż w nieżyjących zwłokach nowy duch roznieci? Wy, ogniste spod lodów skandynawskich dzieci. Oto senijor pełnym odziany kirasem, Niosąc kopiją w toku, różaniec za pasem, Pobożności oddany, kochance i chwale, Pod dach gotycki ściąga na ucztę wasale. Damy wskazują wieńce, bardy w lutnie dzwonią, Młodzież kopije kruszą albo w pierścień gonią. Czulsze serce niż u nas biło im spod stali, Oni najpierwsi z niebios Miłość przywołali Serdeczną, i za dawnych nie cenioną wieków, U duchownych Hebreów i cielesnych Greków. Oni, kiedy praw słaba chwieje się budowa, Krzepili ją łańcuchem rycerskiego słowa. Aby naprawiać krzywdy, piękne zyskać względy, Ważyli się na puszcze i zamorskie błędy, Nowe herby z odległych przynosząc turniei Lub krwią kupując palmę męczeńską w Judei. Tymczasem na ich zamkach zasiadły opaty, Ksiądz cisnął się do celi, a mniszka za kraty; Na wystrzał bulli z tronów spadały korony, Rzym powtórnymi ziemię opasał ramiony. Aż królowie zadały przez pułkowe władze Śmierć domowym rozruchom i obcej przewadze. U ludów, gdzie społeczny gmach na pismach wsparty, Panów i sług powinność objaśniły karty. Takie na Albijońskim spisano ostrowie I takie Jagiellony dali nam królowie. Ale po innych władzach samowładna stopa Buntujące się panki zniżyła do chłopa. Hiszpańczyk dalej zrobił: od brzegów Gadesu Doścignął aż do światów nieznajomych kresu; Tam co rok z flotą chodzi, nowe skarby kopie I żelazami całej pogroził Europie. Naprzeciw chęciom jego inne pany dążą, To otwarcie nastają, to się milczkiem wiążą, Wzajem sobie nieufni, ustawnymi czaty, Dla własnych zysków cudzej łaknący intraty; Oko ich zawżdy czujne, broń wiecznie dobytą. Co jeden z rąk upuści, wnet dziesięciu chwyta. Jeśli nie miał zawadzić kędy ząb łakomy I sąsiednie pokojem zakwitnęły domy, Pokłócą w dzień mieszkańców, w nocy ogień kładną, Przybiegają ratować, i ratując kradną. Wszystkie ziemie i ludy za swe mając spadki, Rozdzielają na przedaż, wiano albo datki; Raz jako napastnicy, znowu jak obrońce Czasem dla okrągłości cudze rwali końce. Taką w całej Europie szły koleją sprawy, Nim dojrzały w wulkanach nadsekwańskich lawy. Tam zadawniony ucisk, ponawiane skargi, Wieczne państwa świętego z doczesnym zatargi, Wyskoki głów myślących, zapały młodzików, Duma panów, rozkutych wściekłość niewolników; A jak ziemia, ciężarna sprzecznymi nasiony, Z potwornym niegdyś cielskiem rodziła Pytony, Tak z pomąconych chęci i myśli natłoku Rewolucyjny Gallów wylągłeś się smoku! Darmo go przemoc złamie iw piasek zagrzebie, Posiane kły – mścicieli odradzają z siebie. Kłótliwa wschodzi zgraja; w jednych chęć urasta Platoniczne po ziemi odbudować miasta; Drudzy skarbce do nowej znosili budowy, Żeby z nich potem własne poczynić obłowy. Gdy przeciwników szyję zgięli albo zsiekli, Poszli cudzą przelewać, własną krwią ociekli. Z gminowładnego wzleciał ptak cesarski gniazda, I krwawa legijonów zabłysnęła gwiazda; A choć teraz skruszone olbrzymy zachodnie, Jeszcze na ziemię krew ich może działać płodnie. Gdzież jestem, LELEWELU! jaka chęć uniosła Opiewać morza, których nie tknęły me wiosła? Poziomy płazik, orlej nabrawszy ochoty Uczone myśleń twoich naśladować loty! Wyręczaj mię, bo w polskim dziejopisów kole Wyniosły jesteśli stanąć mający na czole. Ty, co nie dozwoliłeś tylu księgom kłamać, Z samego kłamstwa prawdę umiejąc wyłamać, Znasz lepiej trudne twojej nauki ogromy, Słodkości jej owoców sam lepiej świadomy, – Głosem, którym okrzyki i przyklaski wzniecisz, Powiedz, jak tam zaszedłeś, skąd tak rano świecisz? Na wierzchy, gdzie parnaska trzyma cię opoka, Zwabiaj niższych łagodnym twego blaskiem oka. Niejedne już zyskałeś z godniejszych rąk wieńce, Nie gardź tym, jaki wdzięczni składają młodzieńce. I daruj, jeśli będziem chwalić się po światu, Że od Ciebie wzięliśmy na ten wieniec kwiatu.


Adam Mickiewicz

Improwizacja z powodu wysłania filaretów…
 Muszę zakończyć ja, com zaczynał,

Gdy padł mrok, – a wschodzi słońce; Jam dał początek, dam teraz finał I złączę pieśni dwa końce. Nie dosyć na tych dostarczasz wątek, Młody poeto i bracie! Słyszę, że blisko nadchodzi Piątek, O Piątku posłuchać macie. Jak Ów, co, święty stworzyciel wiary. Umęczon był przez gmin dziki, Równe tu chęci, równe zamiary I równe są męczenniki. On najcelniejszy ze wszystkich świątek Dzień sobie święty zapisał; On był, o bracia! umęczon w Piątek, Nim się na skrzydłach kołysał. Nim się kołysał, skoczył z Taboru, Wprzód pośród śmierci był cieni; Nim anielskiego posłuchał choru, Bili go kaci zjuszeni. Wy, coście poszli w Chrystusa ślady, My was wielbimy mniej sztucznie, Ale na wieki z was brać przykłady Przyrzekają wierni ucznie. Gdy na wielkiego Uralu czoło Poszlą najezdnicy podli, Gdy będzie warczeć pocztowe koło, Duch się za wami pomodli. Ten, co aniołom słusznie w urzędzie Włada na niebieskim tronie. Anioł was jego piastować będzie, W okropnej drogi przegonie. Ci, co zostają, z myśli nie stracą Pamiątki tego wieczora. – Ach! niegdyś wspólnie szliśmy tam… pracą, Lecz stopa nasza mniej skora. Wy pierwsi poszli, pierwsi cierpicie, I pierwsi zyskali chwałę. – Nam cała wolność, nam całe życie, Lecz serca nasze nie całe!

Wy pierwsi poszli, pierwsi cierpicie,

I pierwsi zyskali chwałę. – Nam cała wolność, nam całe życie, Lecz serca nasze nie całe!


Adam Mickiewicz

Oda do młodości

Bez serc, bez ducha — to szkieletów ludy. Młodości! podaj mi skrzydła! Niech nad martwym wzlecę światem W rajską dziedzinę ułudy, Kędy zapał tworzy cudy, Nowości potrząsa kwiatem I obleka nadzieję w złote malowidła!…  Niechaj, kogo wiek zamroczy, Chyląc ku ziemi poradlone czoło, Takie widzi świata koło, Jakie tępemi zakreśla oczy.  Młodości! ty nad poziomy Wylatuj, a okiem słońca Ludzkości całe ogromy Przeniknij z końca do końca!  Patrz nadół, kędy wieczna mgła zaciemia Obszar, gnuśności zalany odmętem:  To ziemia!…  Patrz, jak nad jej wody trupie Wzbił się jakiś płaz w skorupie: Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem; Goniąc za żywiołkami drobniejszego płazu, To się wzbija, to w głąb wali; Nie lgnie do niego fala, ani on do fali, A wtem jak bańka prysnął o szmat głazu!… Nikt nie znał jego życia, nie zna jego zguby:  To samoluby!  Młodości! tobie nektar żywota Natenczas słodki, gdy z innymi dzielę; Serca niebieskie poi wesele, Kiedy je razem nić powiąże złota.

Razem, młodzi przyjaciele! W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele. Jednością silni, rozumni szałem, Razem, młodzi przyjaciele!… I ten szczęśliwy, kto padł wśród zawodu, Jeżeli poległem ciałem Dał innym szczebel do sławy grodu. Razem, młodzi przyjaciele! Choć droga stroma i ślizka, Gwałt i słabość bronią wchodu, Gwałt niech się gwałtem odciska, A ze słabością łamać uczmy się za młodu!  Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał hydrze, Młodzieńcem zdusi centaury, Piekłu ofiarę wydrze, Do nieba pójdzie po laury!… Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga! Łam, czego rozum nie złamie! Młodości! orla twych lotów potęga, A jako piorun twe ramię!  Hej! ramię do ramienia! Spólnymi łańcuchy Opaszmy ziemskie kolisko! Zestrzelmy myśli w jedno ognisko I w jedno ognisko duchy!… Dalej z posad, bryło świata! Nowymi cię pchniemy tory, Aż opleśniałej zbywszy się kory, Zielone przypomnisz lata.  A jako w krajach zamętu i nocy, Skłóconych żywiołów waśnią, Jednem stań się z bożej mocy, Świat rzeczy stanął na zrębie, Szumią wichry, cieką głębie, A gwiazdy błękit rozjaśnią:

W krajach ludzkości jeszcze noc głucha, Żywioły chęci jeszcze są w wojnie… Oto miłość ogniem zionie, Wyjdzie z zamętu świat ducha, Młodość go pocznie na swojem łonie, A przyjaźń w wieczne skojarzy spojnie.  Pryskają nieczułe lody I przesądy światło ćmiące. Witaj, jutrzenko swobody, Zbawienia za tobą słońce!…


Adam Mickiewicz

Pieśń filaretów

Hej, użyjmy żywota!

Wszak żyjem tylko raz: Niechaj ta czara złota Nie próżno wabi nas.  Hejże, do niej wesoło! Niechaj obiega wkoło; Chwytaj i do dna chyl Zwiastunkę słodkich chwil.  Po co tu obce mowy? Polski pijemy miód: Lepszy śpiew narodowy, I lepszy bratni ród.  W ksiąg greckich, rzymskich steki Wlazłeś, nie żebyś gnił; Byś bawił się jak Greki, A jak Rzymianin bił.  Ot tam siedzą prawnicy, I dla nich puhar staw: Dzisiaj trzeba prawicy, A jutro trzeba praw.

Wymowa wznieść nie zdoła Dziś na wolności szczyt; Gdzie przyjaźń, miłość woła, Tam bracia cyt, tam cyt!  Kto metal kwasi, pali, Skwasi metal i czas: My ze złotych metali Bacha ciągnijmy kwas.  Ten się śród mędrców liczy, Zna chemią, ma gust, Kto pierwiastek słodyczy Z lubych wyciągnął ust.  Mierzący świata drogi, Gwiazdy i nieba strop, Archime był ubogi, Nie miał gdzie oprzeć stop  Dziś, gdy chce ruszać światy Jego Newtońskamość, Niechaj policzy braty I niechaj powie dość!  Cyrkla, wagi i miary Do martwych użyj brył: Mierz siłę na zamiary, Nie zamiar podług sił!…  Bo gdzie się serca palą, Cyrklem uniesień duch, Dobro powszechne skalą, Jedność większa od dwóch.  Hej, użyjmy żywota! Wszak żyjem tylko raz; Tu stoi czara złota, A wnet przeminie czas.

Krew stygnie, włos się bieli, W wieczności wpadniem toń; To oko zamknie Feli, To filarecka dłoń.


Adam Mickiewicz

Hej, radością oczy błysną

Hej, radością oczy błysną

I wieniec czoła okrasi, I wszyscy się mile ścisną: To wszyscy bracia! To nasi! Pochlebstwo, chytrość i zbytek Niech każdy przed progiem miota, Bo tu wieczny ma przybytek Ojczyzna, nauka, cnota. Braterstwa ogniwem spięci, Zdejmijmy z serca zasłonę, Otwórzmy czucia i chęci. Święte, co tu objawione! Tu wspólne koją cierpienia: Przyjaźń, wesołość i pienia. Ale kto w naszym jest gronie, Śród pracy czy śród zabawy, Czy przy pługu, czy w koronie, Niechaj pomni na U s t a w y! Pomni na przysięgę swoją I w każdej chwili żywota Niechaj mu na myśli stoją: O j c z y z n a,  n a u k a,  c n o t a. Dojdziemy, choć przykrą drogą, Gdy brat bratu rękę poda, Bo nam i nieba pomogą, I m ę s t w o,  p r a c a  i  z g o d a!


Adam Mickiewicz

Zima miejska

Przeszły dżdże wiosny, zbiegło skwarne lato,

I przykre miastu jesienne potopy, Już bruk ziębiącą obleczony szatą, Od stalnej Fryzów niekrzesany stopy.  Więzieni słotą w domowej katuszy, Dziś na swobodne gdy wyjrzym powietrze, Londyński pojazd turkotem nie głuszy, Ani nas kręgi zbrojnymi rozetrze.  Witaj, narodom miejskim poro błoga! Już i Niemeńców i sąsiednich Lechów Tu szuka ciżba tysiącami mnoga, Zbiegłych Dryadom i Faunom uśmiechów.  Tu wszystko czerstwi, weseli, zachwyca, Czy ciągnę tchnienie, co się zimnem czyści, Czy na niebieskie zmysł podniosę lica, Czyli się śnieżnej przypatruję kiści.

Jedna z nich pływa w niepewnym żywiole, Druga, ciężarem sporsza, już osiadła; Tą wiatr poleciał stwardniałe kryć role, Albo pobielić Wiliji zwierciadła.  Lecz kogo sioło dzisiejsze uwięzi, Zmuszony widzieć łyse gór wiszary, Grunt dziki, knieję nagiemi gałęzi Nie silną zimne podźwignąć ciężary:  Taki, gdy smutna ciągnie się minuta, Wreszcie zmieniony kraj porzuca z żalem, I dając chętnie Cererę za Pluta, Pędzi wóz ku nam ciężarny metalem.  Tu go przyjmują gościnne podwoje, Rzeźbą i farbą odziany przybytek, Tutaj rolnicze przepomina znoje W pieszczonem gronie czarownych Charytek.  Na wsi, zaledwie czarna noc rozrzednie, Każe wraz Ceres wczesny witać ranek; Tu, chociaż słońce zajmie nieba średnie, Pod atłasowych śpię cieniem firanek.  Lekkie nareszcie oblokłszy mankiny, Modnej młodzieży przywoływam koło; Strojem poranne zbywamy godziny, Albo rozmową bawim się wesołą.  Ten w lśniący kryształ włożywszy oblicze, Wschodnim balsamem złoty kędzior pieści; Drugi stambulskie oddycha gorycze, Lub pije z chińskich ziół ciągnione treści.  A gdy godzina dwunasta nadbieży, Wraz do ślizkiego wstępuję powozu; Sobol lub rosmak moje barki jeży, I suto zdobiąc, nie dopuszcza mrozu.

Na sali orszak przywitam wybrany, Wszyscy siadają za biesiadnym stołem, W kolej ślą pełne smaków porcelany, I sztucznym morzą apetyt żywiołem.  Pijemy węgrzyn mocny setnem latem, Wrą po kryształach koniaki i poncze; Płci piękna gasi pragnienie muszkatem, Co dając rzeźwość, myśli nie zaplącze.  A gdy się trunkiem zaiskrzą źrenice, Dowcipne, czułe, wszystkim płyną słowa Niejeden uwdzięk zarumieni lice, Niejedna wzrokiem zapala się głowa.  Nareszcie słońce zniżone zagasło, Rozsiewa mroki dobroczynna zima; Boginie dają do rozjazdu hasło, Zagrzmiały schody i już gości niéma.  Którzy są z szczęściem poufali ślepem Pod twój znak idą, królu Faraonie, Lub zręczni lekkim wykręcać oszczepem, Pędzą po suknach wytoczone słonie.  A gdy noc ciemne rozepnie zasłony, I szklanem światłem błysną kamienice, Młodzież, dzień kończąc wesoło spędzony, Tysiączną sanią szlifuje ulice.


O nich

Józef Jeżowski (prezes)

Erazm Poluszyński (wiceprezes i skarbnik)

Tomasz Zan (sekretarz)

Adam Mickiewicz

Onufry Pietraszkiewicz

Brunon Suchecki

Aleksander Bohatkiewicz

Aleksander Chodźko

Jan Czeczot

Ignacy Domeyko

Józef Kowalewski

Franciszek Malewski

Jan Sobolewski